Strona główna

Sex klastycznie


Dziś nie będę pisała, żadnego gorącego opowiadania. Przytoczę tekst z innego bloga, który u mnie w linkach jest zapisany jako "Lodziarenka pod bananem". Tekst ten urzekł mnie w takim stopniu, że postanowiłam go tu zamieścić. Powinien spodobać się szczególnie kobietom, a może niektórzy z was już go czytali. Nie mniej jednak jest wspaniały i powinien bardzo dosadnie wyjaśnić męskiej części publiczności, dlaczego kobiety lubią, jak to określiła sama autorka postu, kochać się "klasycznie". Zapraszam do lektury.

"...Uwielbiam taki seks ponieważ czuję wtedy największą bliskość z chłopakiem. Lubię, kiedy zmysły rozpalają się powoli, np. od przypadkowego muśnięcia, albo podczas przytulania "na dobranoc", wtedy zapala się w nas mały płomyk, który stopniowo ogarnia nas całych. Całujemy nasze twarze, ręce, języki leniwie się zaplatają, a usta mają taki cudowny smak. Ręce zaczynają schodzić coraz niżej i najczęściej nie zapalamy światła i wszystko dzieje się pod kołderką. Kiedy wyłącza się wzrok, zaczyna intensywniej pracować słuch, dotyk, smak, węch, wtedy podniecający staje się pełen pożądania oddech kochanka i odgłos mokrych pocałunków.

Zaczynamy wyplątywać się z piżamek, co jest niekiedy uroczo nieporadne. Zazwyczaj jestem wilgotna jeszcze zanim on mnie tam dotknie, ale czasem specjalnie zaciskam uda, gdy chcę, aby pieścił mnie dłużej. Nie wiem, dlaczego, ale wtedy właśnie mam najwrażliwsze sutki i ssanie ich przyprawia mnie o dreszcze, a że ręce nie lubią pozostawać bezczynne, zaczynam pieścić jego męskość i po chwili czuję, jak on usadawia się między moimi udami i delikatnie wchodzi we mnie. Jest to dla mnie najpiękniejszy moment. Jego ruchy są płynne i niezbyt szybkie, wtulamy się w siebie, szepczemy miłosne wyznania, całujemy się. Lubię, kiedy moja pupa jest wyżej (poduszeczka pod biodra), a on klęczy i pieści mi łechtaczkę, albo pieszczę ją sama. Wbrew pozorom też mam kontrolę nad jego orgazmem. Uwielbiam obserwować malujące się na jego twarzy podniecenie, całkowite zwalnianie, kiedy zbliża się do finału, aby dać mi jeszcze więcej przyjemności, a ja zaciskam mięśnie, by było mu jak najciaśniej. Wiem, że robi wszystko, by na mnie poczekać, przez co czuję się wyjątkowo. Najbardziej lubię kiedy kończy we mnie, wtedy jest prawdziwie klasycznie, ale bywa, że na koniec zapalamy światło, aby mógł oddać się w moje ręce i popatrzeć, jak doprowadzam go do finału ustami.

O pozycji klasycznej mówi się, że tylko mężczyzna ma szansę się wykazać, a kobieta jest bierna. To nie jest cała prawda. Poprzez różne układanie nóg kobieta może zmieniać doznania, jej ręce są wolne, może pieścić kochanka. Może wychodzić mu biodrami na przeciw, albo zaplatać nogi wokół jego bioder, może złączyć nogi, jak przy ćwiczeniu zwanym "świeca", a wtedy jej pochwa staje się jeszcze ciaśniejsza. Pewnie są i tacy, którym pozycja "misjonarska" obrzydła, ale tak się dzieje ze wszystkim, o ile nie ma urozmaicenia. Nawet drobne zmiany mogą wpłynąć na całokształt- zawiązanie oczu, zapalenie świec, dodanie muzyki, mówienie świnstewek. Ja najbardziej cenię sobie taki seks za poczucie oddawania się sobie, za niezezwierzęcenie (?istnieje takie słowo?), za czułość i za (będę szczera) lenistwo, bo oczywiście jako kobieta niemal się nie wysilam, a rozkosz przychodzi sama."

Czytam to chyba już 10 raz i w dalszym ciągu bardzo mi się podoba...

Napisała: Alayah



upojeni-sexem 2005-08-03 11:53:05
skomentuj (6)